Co dzieci zmieniają w małżeństwie?

Mój mąż jest najmniej romantycznym mężczyzną jakiego znam. To człowiek czynów, a nie słów. Zdecydowanie. Jedyny, klasycznie rozumiany wyraz romantyzmu jakiego doświadczam od Grzegorza to kwiaty. Od początku dostawałam ich mnóstwo, a z czasem coraz więcej za co akurat mu chwała i cześć! I jak tak bardzo pomyślę, to mogę jeszcze dorzucić jedną-jedyną naszą romantyczną, ślubną zresztą piosenkę.

Koniec. Więcej zrywów romantyzmu, takich od siebie nie ma. Oczywiście jest jeszcze kilka wyuczonych, a nawet wymuszonych, ale takie się nie liczą. Np. dzisiaj, w naszą 8 rocznicę ślubu pójdziemy na miasto, ale ja wiem, że on wie, że ja tego chcę więc się nie liczy. W zamian dostaję bez okazji prezenty typu bateria do telefonu, buty albo latarka do samochodu, gdyby mi się coś stało. I inne tego pokroju. No ale cóż zrobić, kocham Go i tak. I tu właśnie miałam wymienić za co go tak kocham, ale zdałam sobie sprawę że chyba trochę odeszłam od tematu, a miało być o dzieciach i rodzicach.

Po części będzie jednak i o tym, bo w kontekście „romantyzmu” mojego męża dzieci są prawdziwym wybawieniem. Bo kiedyś to i ja męczyłam go tymi romantycznymi kolacjami, wyjściami i świecami. A teraz, po ośmiu latach co? Poza tą miłością oczywiście? No teraz to umowy, przysięgi i ustalenia. Działamy jak dobrze skonstruowana maszyna napędowa. Nie mamy przed sobą tajemnic, cichych dni ani stanów zawieszenia. Żadnych fochów, większych jazd i niedomówień. Kawa na ławę. Na nic innego nie mamy czasu, a na dzień dzisiejszy nawet i ochoty.

Do tego trzeba przyznać uczciwie, że kiedy jesteśmy fizycznie zmęczeni (zazwyczaj po kilku nieprzespanych nocach) jesteśmy dla siebie wredni. Jedno bardziej czepialskie od drugiego. Ale i to wiemy. Więcej! Przegadaliśmy to już tyle razy, że wiemy że przejdzie nam jak się wyśpimy, a jedyne co możemy zrobić to wziąć na siebie poprawkę i  czekać do wieczora z nadzieją, że tym razem uda nam się wyspać.

No ale żeby nie było. Jak tak sobie piszę o tych naszych pseudoromantycznych sprawach to sobie myślę, że może powinno być bardziej cukierkowo. Ale z drugiej strony mój mąż nie jest lukrowany i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Mam za to co innego. Mam wsparcie, pewność i zaufanie tak ogromne, że czasami się go boję. Poczucie tego że jest daje mi tak ogromne poczucie bezpieczeństwa, że nie potrafię nawet sobie wyobrazić innej sytuacji. A bezwarunkowe wsparcie w każdej sytuacji i akceptacja to najcenniejsze co w życiu mam.

I przedstawiam nas na mojej ulubionej fotografii. Wydaje mi się, że najbardziej obrazuje to, kim teraz dla siebie jesteśmy chociaż wykonana jest trzy lata temu. Życzę sobie jednak, żeby zawsze było dokładnie tak. Dlaczego? Bo jesteśmy szczęśliwi.

P.S. Grzegorz mówi, że z pierwszym akapitem się nie zgadza bo romantyzm ma na drugie imię. Bu -ha -ha!

IMG_2178

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Co dzieci zmieniają w małżeństwie?

  1. Wiesz, myślę, że Twój mąż ma rację nie zgadzając się z pierwszym akapitem – znam wielu naprawdę mniej romantycznych …Myślę też, że wiele kobiet chciałoby otrzymywać to mnóstwo kwiatów, te prezenty bez okazji / co z tego, że praktyczne, ale kupując je myślał o Tobie / i mieć to ogromne wsparcie i zaufanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s