Zamknęłam się sama w sypialni! Na klucz!

DSC_2169

A jednak! Myślałam, że zrobię to wcześniej ale to właśnie dziś nastał ten dzień. Otworzyłam drzwi, przez próg przeszedł mój mąż i w tym właśnie momencie wręczyłam mu naszego małoletniego syna, oznajmiłam, że drugie rozlewa właśnie zupę w kuchni i udałam się do sypialni. Sama. W ciszy. Padłam na łóżko po czym wstałam aby zamknąć drzwi na klucz. Dla pewności aby nikomu nie stała się w tym domu krzywda. Oddychałam miarowo przez 15 minut. Wyszłam. Milczałam jeszcze przez kwadrans. Maż z wysokim instynktem samozachowawczym o nic pytał. I słusznie. Tylko dzięki temu przeżyliśmy.

Dzień był z grubsza taki.  Od tygodnia nie śpię dłużej niż 60 minut ciągiem ponieważ mój syn wypuszcza właśnie na światło swoje kolejne zęby. Ło Boże co to za ból! Normalnie fizyczne tortury, trze czołem o materac, staje na głowie (dosłownie), stęka, piszczy, lewo żyje. Ja też, ale on jest facetem i zapewne walczy o życie. Od rana marudzi tak, że przysięgam -sama sobie nadaję medal. Nadziewa się na kolejne meble, gryzie wszystko co się da. Na miejscu jednak nie usiedzi. Wpindra się kolejno na stolik, krzesło i kanapę. Nie odpuści żadnej szufladzie, koszowi ani wózkowi. Chce stać, będzie stał! I to w zasadzie byłoby do przeżycia, ale on chce się od razu puszczać! Efekt jest taki, że ląduje na pupie, czole albo potylicy dziesiątki razy w ciągu dnia nawet wtedy kiedy jestem pół metra od niego. Smycz mam tak krótką, że dzisiaj poważnie zastanawiałam się nad pożyczeniem od Młodego pampersa. Chwila nieuwagi, a leży i ryczy. Spać rzecz jasna nie będzie.

Jedziemy na usg. W przychodni chcąc skorzystać z toalety trzymam Młodego pod pachą. Wszędzie brudno tak, że nie ma żywcem gdzie go położyć. Wierci się i kręci, dodatkowo trzymam jego kaptur w zębach i myślę o sobie -istna lwica. Albo Ksena. Po drodze kupa, ale to taki standarcik nie robiący na mnie już żadnego wrażania. Robię zakupy na bazarku. Mały w wózku siedzieć nie będzie, a ja po raz kolejny zastanawiam się po jaki ciul ja robię te zakupy i wydłużam sobie kończyny.

Odbieramy Kasię. Gorąco jej, zimno, głodno. Kupę chce. Nie, na huśtawkę. Za krótka na zjeżdżalnię, dosięgnąć nie może. Podsadź mnie mamo. Ależ oczywiście, cóż na problem  skoro już od dwóch godzin chodzę z Małym pod pachą bo plac zabaw wyłożony korą. Czujecie to? Co za ciul wykłada plac zabawa korą do iglaków?  Wszystko wszystkim wchodzi wszędzie.

Po drodze po receptę. Niby nic, ale wpadamy w taki korek, że końca nie widać. Pogoda burzowa. Dzieci się kręcą i marudzą. Dajcie mi strzelbę!!! Telefon dzwoni milion razy. Nie odbieram bo plunę jadem na każdego.

Na schodach Kasię bolą nóżki, ciśnie ją bucik, jest głodna i zmęczona. Małemu wszystko jedno, zasnął na ramieniu. Weszłam do domu. Zaczęłam odliczanie do 17,30. Przysięgam, że jak spóźni się chociaż minutę to go zwyczajnie ugryzę w szyję. Na szczęście czuje zagrożenie, wręczam mu syna. Zamykam się w sypialni. Na klucz. Sama!

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Zamknęłam się sama w sypialni! Na klucz!

  1. Daj nurofen przed spaniem lub pedicetamol i 3 h masz przespane daje 100% gwarancji jako matka 2 powersynów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s