Nowe życie Maćków

Nasze życie codzienne wygląda z grubsza tak: Budzę się mniej więcej co 1,5 godz. otwierając bufet dla młodszego bądź goniąc do starszej, aby przytulić i ukochać bo „ja chcę do mamy”. Nigdy nie wiemy gdzie się obudzimy. Zasypiamy po bożemu każde w swoim łóżku, ale już po 2 godzinach następują pierwsze przetasowania. Finalnie ojciec śpi na materacu (wygląda jak wycieraczka) przy łóżku Kasi, a ja po kolejnym karmieniu, kiedy spada mi beret z Młodym- w naszym łóżku.

Są dni takie jak wczoraj, kiedy Mały marudził, a później nie mógł zasnąć przez kolejne 4 godziny doprowadzając matkę do telefonu do bardziej doświadczonych matek lub takie jak dziś, kiedy cały dzień śpi jak anioł w swojej kołysce.

Ojciec i mąż ma obecnie w pracy siwy dym, wychodzi o 7 i wraca o 19 wymordowany jak koń, a ja-żona -matka muszę się  starać, żeby po całym dniu w domu z dzieciakami nie być zgryźliwą zołzą. Na razie jesteśmy jeszcze na haju szczęścia poporodowego i jest git, staramy się, wspieramy i nawet przytulamy (ale bez przesady tak znowu-szkoda przecież czasu:)).

Dzisiaj nad ranem, patrząc na siebie przekrwionymi oczami stwierdziliśmy zgodnie, że to był już ostatni dzwonek na dzieci. Za starzy już jesteśmy.

Żyjemy bez fonii. Tak, terror medialny dopadł i nas. Dlaczego? Gdy tylko włączymy TV – naszej córce natychmiast  przypomina  się, że chce „obejrzeć  bajeczkę”. Staramy się i ograniczamy, ale  i tak głównie gdy karmię Bartka terroryzują nas  kundle (Psi patrol, Reksiu), wieprze (Peppa) , ryby (Gupiki) albo stwory (Apsi Dejzi czy coś tam). Nie wiem więc zupełnie co dzieje się na świecie, a i tak kiedy wyłączam bajkę słyszę: „bardzo nie ładnie się zachowujesz mamusiu” albo „to było bardzo niegrzeczne!”.

Po domu wszędzie walają się kulki z pampersów. Bart ma przerób taki, że nie nadążam ze sprzątaniem, a do tego Kasia pożycza pampersy jedynki i pieluchuje wszystkie lalki, misie i tygrysy.

Za chwilę pojadę z Kasią do supermarketu przez co spełnię funkcję edukacyjną (po drodze nauczę Kasię nowego wierszyka), kulinarną (zakupię zdrową żywność), konsumpcyjną ( pieluchy i inne szamapony), wychowawczą (wzmocnienie więzi córki z matką i syna z ojcem), towarzyską (być może kogoś spotkam, ale wolę nie, bo mam nieświeże włosy). I kupię nam lody o których marzyłam w ciąży – jogurtowe z mango od Grycana.

Żeby było jasne, ten tekst piszę już ze trzy dni na raty. A mimo to jestem szczęśliwa.

Na zdjęciu my na pierwszym rodzinnym spacerze. Bartek ma 10 dni.

DSC_5179

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s