Poród ekspres – git!

 IMG_0399

Opis naszego porodu mogłabym zamknąć w tym właśnie zdaniu, ponieważ od pierwszego skórczu do szczęśliwego finału minęło 20 minut. Tak, dwadzieścia minut.  Przez następne 60 dochodziliśmy do siebie z tego szoku, że to już, że tak szybko, i że już po. Wszystko działo  się w jak śmiesznym filmie. Podłączono mi oksytocynę, Grzegorz poszedł na zupę, a położna po bułki. Gdy wrócili właśnie zaczęła się akcja, i to bez preludium! Położna krzyczała po lekarzy, Grzegorz na polecenie próbował położyć mnie na łóżko, ja na siłę chciałam stać. Oni (Grzegorz i położna), że to niemożliwe, a ja że i owszem. No i najlepszy tekst: nie przyj, nie mam rękawiczek! Ja że nie mogę, Oni: czekaj! Cyrk jakiś. Lekarz dotarł po fakcie, wszyscy w szoku, że już po. A najbardziej ja!

Pierwsze o czym pomyślałam, to że mój synuś będzie bezproblemowy bo skoro tak ekspresowo przyszedł na świat, to na pewno będzie git. Druga myśl: jestem matką dwójki zdrowych dzieci, mam za co dziękować Bogu. Po trzecie doznałam najprawdziwszego poczucia ulgi, że Mały już szczęśliwie przyszedł  na świat, i że nic innego nie jest już ważne.

Pierwsza godzina upłynęła na wychodzeniu z szoku, że już urodziłam. Powtarzałam to jak wariatka. Dopiero później przyszedł czas na ochłonięcie, delektowanie się, kangurowanie, rodzące się uczucia.

Gdyby poród Bartka był pierwszy, pewnie uznałabym że „nie taki diabeł straszny”. Że boli jak pieron, ale do przeżycia.  W końcu, umówmy się, 20 minut bólu jest w stanie znieść każdy. Może nawet mężczyzna.  W godzinę po porodzie poszłam do toalety, a w 3 stałam pod prysznicem. Poza potwornym bólem głowy, który odczuwałam jeszcze dzisiaj  czułam się naprawdę bardzo dobrze.

Dopiero teraz rozumiem jaki trudny był pierwszy poród. Jak mnie zmaltretował i zwyczajnie, fizycznie wykończył. Po postu nieporównywalne doznania. Wiem jedno, doświadczenia budują nasze zdanie  i każdy ma prawo do swoich odczuć. Przez chwilę myślałam o sobie, że może ze mnie wariatka. Ciągle obawiam się bólu porodowego i nawet wstyd mi było trochę o tym pisać. Teraz wiem, że gdyby moje pierwsze porodowe doświadczenia były takie jak z Bartkiem pewnie byłabym głupio-mądra i nie obawiała się niczego. Nigdy nie bagatelizujmy odczuć drugiego człowieka bo są one wynikiem jego własnych doświadczeń.

Moja Babcia, z którą przez wspólną datę urodzin czuję się szczególnie związana urodziła siedmioro dzieci. Wyobrażacie siebie siedem porodów? SIEDEM! Nie potrzebuję absolutnie żadnych innych  dowodów bohaterstwa czy zasług jej życia. Urodziła siedem żyć. Jezus Maria. Sama, naturalnie. Nie wnikam nawet w szczegóły i stan medycyny 60 lat temu.

I chociaż nigdy nie skorzystałam ani z jednego, ani z drugiego jestem na tak dla znieczuleń i cesarek! Przy Bartku byłam nastawiona na znieczulenie, nie zdążyłam ale myślę że potrzebna jest jakaś nagroda dla tego, który wymyślił znieczulenie zewnątrzoponowe.

P.S. Wiem, że wpisy chaotyczne i bez ładu, ale aż mi w deklu garuje od myśli, a czasu nie mam na pisanie. A nawet jak mam to skupić się nie mogę i wychodzi jak wychodzi.

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Poród ekspres – git!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s