Niedźwiedzia przysługa

W niedzielę pójdziemy na spacer nad Wisłę. Bo przecież tak pięknie, tak pogodnie. Kasia się przewietrzy nad wodą, ja pochodzę i może urodzę, pójdziemy gdzieś na kawę albo obiad. I nie wiadomo przecież kiedy to powtórzymy. Fajnie będzie. Taki był plan.

A finał taki, że zmęczyliśmy się jak konie pociągowe bo wokoło wszędzie pełno rowerzystów, na barce zamiast kawy walczyliśmy z osą, która właśnie użądliła Kasię. Na obiedzie byliśmy, i owszem. Wyszliśmy w pośpiechu bo Mała już zmęczona i marudząca. Grzegorz z niestrawnością bo jadł zbyt szybko, a ja z regularnym zatruciem po barku sałatkowym. Wymiotowałam dobę i zastanawiałam się czy rodzę czy może jeszcze jednak nie. To tyle w kwestii robienia sobie dobrze.

P.s To chyba nasze ostanie ciążowe zdjęcie.IMG_0304IMG_0299IMG_0257 sobie dobrze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s