Wspomnienia pierwszego porodu

IMG_2306

Odnalazłam swój archiwalny wpis o pierwszym porodzie. Wzruszył mnie bo te chwile były dla nas wyjątkowe i dlatego właśnie postanowiłam podzielić się nimi jeszcze raz. Dziś moje nastawienie do porodu jest inne, zadaniowe po prostu ale cicho sza, bo wtedy…

Pierwszy krzyk mojego dziecka zostanie w mojej pamięci na zawsze. Był głośny, mocny i donośny.

Pierwsze spojrzenie mojego dziecka już nigdy nie ucieknie z mojego serca. Nigdy! Mała otworzyła jedno niebieskie oczko a ja zastanawiałam się, czy pomoc jej otworzyć drugie, które całe było w mazi płodowej. Próbowała spojrzeć na mnie, a było to trudne. Dopiero, gdy je wytarłam spojrzała wprost na nas.

Dotyk jej skóry wprost mnie sparaliżował. Nigdy nie dotykałam niczego równie jedwabistego, gładkiego, miękkiego, cudownego. Nie potrafię odnaleźć słów, które wyraziłoby miękkość jej skóry. Maleńkie plecki, rączki z pięknymi długimi paznokciami. Po prostu cud. Najwspanialszy!!!

Taka byłam wzruszona, mówiłam do niej a ona przestała płakać, kiedy poczuła moją skórę. Ta cisza, jako wyraz jej spokoju przy moim ciele wstrząsnęła mną do szpiku kości. Pieściłam ją i głaskałam drżącymi dłońmi, mówiłam do niej i nie wierzyłam ze to wszystko dzieje się naprawdę. Byłam jakby w trzecim wymiarze. W innej rzeczywistości. To był jeden z tych momentów w życiu, kiedy świat się zatrzymuje.

Lekarka zabrała Kasieńkę żeby zbadać i dokonać oceny naszej dziewczynki.  Nie mogłam sie doczekać żeby Grzegorz przyniósł ja ze stanowiska neantologa, pytałam gdzie jest, nie mogłam się jej doczekać. Wydawało mi sie, ze to trwa lata! W tym czasie różni ludzie robili z moim ciałem rzeczy, które zupełnie nie robiły na mnie wrażenia, oni nie mówili, ja nie pytałam. Nie przeszkadzały mi ich nerwowe ruchy i pośpiech. Czekałam na dziecko. W końcu przyszli. Pytałam ciągle czy wszystko dobrze, czy węzeł i zakręcona pępowina nie zrobiły jej krzywdy, czy jest zdrowa. Grzegorz patrzył mi w oczy i przyrzekał, że wszytko dobrze, że dostała 10 punktów w skali Apgar, ze waży 3510 i mierzy 54 cm. Moje serce opanował spokój którego nie potrafię z niczym porównać.

Przystawiłam Małą do piersi a ona od razu zaczęła ssać. To było niewiarygodne! Moją pierś ssał mały człowiek cały w mazi płodowej i robił to tak mocno i pewnie, że nie mogłam wyjść z podziwu. Zupełnie zaskoczyła mnie siła i pewność z jaką ssała.  To naprawdę było dla mnie niesamowitym, nowym doświadczeniem.

Rozpoczęta pierwsza godzina życia mojego dziecka była jedną z najpiękniejszych chwil mojego życia. Leżałam na łóżku porodowym trzymałam w ramionach moje dziecko, a mnie obejmował mój mąż. To jeden z tych momentów w życiu kiedy myślisz:chwilo trwaj, niech tak będzie zawsze. Płakaliśmy ze szczęścia i wzruszenia. Nigdy nie byliśmy ze sobą tak blisko jak wtedy. I nigdy wcześniej nie czułam się taka silna i pewna. Nawet położna śmiała się, co to za płacząca rodzina: mama płacze, tata płacze i dziecko zaczęło, choć pewnie nie chciało.

Przyjście na świat dziecka było dla mnie cudem narodzin. Bezwzględnie.  Sam poród był jednak dla mnie trudnym i ciężkim doznaniem. Rozczarowała mnie jego nieprzewidywalność, nietypowy przebieg i ból, który był dla mnie trudnym do zniesienia.

Zaczęło sie śmiesznie i niewinnie, od smsa z Kaszub, że już flaszki się chłodzą i że mam pokazać „skąd Ty jesteś”:) Jednak w czasie 1,5 godziny kiedy leżałam w wannie i próbowałam przyjąć ból  ostatnia rzeczą, o której mogłam myśleć była wizualizacja mojego dziecka. Być może inne kobiety potrafiły inaczej, ja po prostu znosiłam ból, który ogarniał moje ciało i który wydawało mi się – nigdy nie przemijał. Samo rodzenie dziecka było dla mnie aktem natury, fizjonomią, nad którą nie można zapanować. Pomagasz jej, robisz wszystko, żeby urodzić jak najszybciej, ale to i tak dzieje się po prostu. Dziś mija tydzień od porodu, nie pamiętam już tego bólu, chwil,  kiedy wydawało mi  się że jestem na granicy mojej wytrzymałości. Obecność i pomoc Grzegorza była dla mnie absolutnie niezastąpiona, nieoceniona i jedyna.

Niesamowite jest to, jak perspektywę porodu zmienia dziecko. Leżę w szpitalnym łóżku. Piszę ten tekst palcami jednej dłoni, gdyż mój serdeczny palec lewej ręki całą rączką obejmuje moja laleczka. Mój skarb. Moja malinka. Mogłabym ja  rodzić 1000 razy i nawet wstyd mi pisać, o moim bólu, bo teraz wydaje mi się on zupełnie bez znaczenia.

Kasieńka

Niezwykła, pierwsza noc. W  dwie godziny po porodzie byliśmy już w swoim pokoju. Byłam słaba. Miałam dreszcze i nogi jak z waty, jednak widok mojego dziecka wzbudzał we mnie siłę o którą się nawet nie podejrzewałam. Kiedy Grzegorz pojechał do domu i zostałyśmy same nie mogłam uwierzyć, że to wszystko zdarzyło się naprawdę. Byłyśmy same, w pokoju tylko małe ciepłe światełko. Cisza. Rozebrałam ją i patrzyłam na każdy centymetr jej małego ciałka. Liczyłam paluszki, całowałam pietki, patrzyłam na jej maleńką buziuchnę i płakałam ze szczęścia. Nigdy nie zapomnę tej nocy.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Wspomnienia pierwszego porodu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s