Betonowa dżungla

DSC_1252

Gdybym była dzisiaj w Krakowie, od rana siedziałbym z Kasią na placu zabaw, żeby zejść z tego żaru o 10. Pewnie nie chciałoby mi się jechać do jakiegoś parku, bo perspektywa powrotu w korku i skwarze wygrałby z moją motywacją.

Od 11 chodziłabym więc na golasa po domu szukając wytchnienia, wynajdując na siłę Kasi kolejne zajęcia. Może poszłybyśmy na basen, gdzie 4 autokary dzieciaków wrzeszczałby ile tchu, ale to opcja desperacka.

Tymczasem tego samego dnia w Chmielnie wstałyśmy o 8 w doskonale wychłodzonym i zaciemnionym pokoju. Zjadłyśmy śniadanie na tarasie raz po raz odganiając wróble szukające okruszków. Aromat kawy mieszał się z zapachem lawendy. Poszłyśmy nad jezioro, gdzie w cieniu lipy Kasia przez 3 godziny szalała w idealnie czystej wodzie. Wracając kupiłyśmy prosto z pola koszyk świeżutkich truskawek, a Kasia nauczyła się je zrywać prosto z krzaczków. Po drzemce wybrałyśmy się na kolejny spacer po okolicy, w między czasie wybierając kawiarenkę na kawę i lody położoną na pływającym pomoście. Wieczorem zbierałyśmy wiśnie i maliny z babcinego ogrodu. Czy są jakieś argumenty za latem w mieście?

Nie cierpię miasta latem. Nie znajduję w nim miejsca dla siebie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s