Oprócz choroby domowej i mojej nie odzownej -Haschimoto zdiagnozowałam u siebie również chorobę spacerową. Objawy są następujące: w każdą porę roku, niezależnie od pogody i ilości światła występuje u zarażonych przemożna chęć wyjścia na spacer. Budzę się rano i kiedy tylko wiedzę błękit nieba zastanawiam się do którego parku dzisiaj pojedziemy. Liściastego? Z wiewiórkami? Czy tego z super placem zabaw? Z gołębiami czy z kaczkami? Czasami po drodze zakupuję kawę, a Kasi wafelka od lodów. Uczta po pachy. Przyznać trzeba uczciwie, że choroba ta, ze względu na dużą ilość czasu spędzanego na dworze ( po krakowsku na polu) może doprowadzić do ruiny każde gospodarstwo domowe. Bo dwie godziny spaceru łatwo zamienić na trzy pralki plus wieszanie, plus zmywaka plus próba ogarnięcia zabawek plus obiad i oglądanie książeczek.

Ale leczyć się nie zamierzam, półki co. Zauważam u siebie nawet rozwój choroby. Znów zaczynam rozmyślać i tęsknym spojrzeniem patrzę w stronę spacerów nad polskim morzem…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s