Licytacja

Dziś napiszę o tym, co ostatnio denerwuje mnie niebywale, a na sile przybiera. Kobiety-Matki apeluję o zdrowy rozsadek i nieco dystansu względem własnego dziecka. Ba ja to wszystko rozumiem doskonale, i wiem, że każda z nas ma najwspanialsze, najmądrzejsze i najpiękniejsze dziecko na świecie. I że jedyne jest i doskonałe. I że początkiem i końcem jest wszystkiego. Ale! Problemy przecież mamy podobne z tymi cudami: najpierw kolki, ciemieniuchy, uczulenia i odstawienie od piersi. Potem odpieluchowywanie, rzucanie smoków  i zasypianie, bunty, punty i co tam jeszcze. Życie. Nie ma dzieci idealnych. Nie ma. Moje dziecko samo odrzuciło smoczek w wieku 12 miesięcy. Czy mam sobie za to nadać medal? Obwieścić z gazecie rodzinny sukces?  I czy wzorem innych matek  powinnam udzielać rad wszystkim, że dzieci nie powinny ssać smoków?  I głosić na prawo i lewo co powinny w tej  kwestii zrobić? Po co to sobie robimy? Po co udowadniamy, że nasze dzieci są najwspanialsze i skupiamy się na jednym sukcesie? Czasami mam wrażenie, że takie Matki ciągle mówią o jednej umiejętności bo  potrzebują dowartościowania. Nie rozumiem tego zupełnie bo przecież jedziemy na tym samym wózku. Jak nie spanie to zęby, jak nie bunty to pieluchy czy choroby.  Zawsze jest coś nad czym trzeba pracować i zawsze trwa to czas jakiś. To to już jest. I czy naprawdę poza satysfakcją mamy dla świata ma znaczenie kiedy dziecko A lub B zrobiło pierwszą kupę na nocnik? Albo czy je rybę z burakami?

 

Kiedy wróciłam do pracy, Kasia spała ze mną w łóżku przez pięć miesięcy. Karmiłam ją piersią i nie miałam siły, żeby odkładać ją za każdym razem do kołyski, a rano ochoczo biec do pracy. Odkąd skończyła rok śpi ponownie w swoim łóżeczku. Świat się nie zawalił, Kasia się nie zepsuła, nie rozpuściła i nie zdziczała, mąż mnie nie zdradził, a ja mimo licznych wróżb- nie zwariowałam. Z perspektywy czasu to cudowne 5 miesięcy niebywałej bliskości uważam za „porysowane”. Bo zbyt często analizowałam czy na pewno dobrze robię. Czułam się osaczona uwagami o nieporadnym rodzicielstwie. Jakbym robiła coś złego i przynajmniej nie stosownego. Było mi dobrze w tym układzie, ale martwiałam się na zapas tym co będzie. Po tej lekcji powiedziałam sobie stop. Nie pozwolę, aby „dobre rady” miały wpływ na nasz sposób wychowania. I tego trzymam się do dziś, i odpuścić nie zamierzam. Tylko krew mnie nagła zalewa kiedy słyszę teksty w stylu: Ona naprawdę jeszcze nie sika do nocnika?

Tak, dziś mówię stop wszechwiedzącym i narzucającym się matkom-babsztylom.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s